Mijamy codziennie tak wielu ludzi. Z większością nawet nie wymieniamy spojrzenia. Wszyscy gdzieś pędzą, każdy jest zajęty własnym życiem. Wśród tego wszystkiego tak rzadko zatrzymujemy się, żeby chwilę pomyśleć. Zastanowić się, co ci ludzie tutaj robią. Gdzie tak spieszą? Jaka jest ich historia? Dlaczego jedni są smutni, a inni uśmiechnięci?

Im częściej muszę być poza domem, tym bardziej zastanawiam się nad tymi pytaniami. No bo każdy kogo mijasz coś w swoim życiu przeżył, czegoś doświadczył, bardzo możliwe że wie więcej niż Ty, może być też całkowicie inny i odbierać inaczej otoczenie i to co się wokół dzieje.

Czasem zdarza się tak, że widzisz płaczącą lub po prostu smutną osobę i nie masz pojęcia co zrobić. Wczoraj wracałam z pracy pociągiem i zobaczyłam dziewczynę, która z nosem wlepionym w szybę próbowała ukryć to, że łzy cisną się jej na oczy. Przez całą drogę myślałam o tym, czy nie chciałaby porozmawiać z kompletnie obcą osobą o tym, dlaczego była w takim stanie. Może wcale tego nie potrzebowała, a może wręcz przeciwnie. Nie wiem i się już raczej nie dowiem. Całą drogę co chwila odbierała telefon i cicho z kimś rozmawiała. Też czasem tak macie, że zastanawiacie się, czy podejść do kogoś i go pocieszyć, mimo że to obca osoba? I czy też się wtedy boicie, że wyjdziecie na idiotów, lub dana osoba odpowie w opryskliwy sposób, żebyś się odczepił?

Ja też kiedyś miałam taką sytuacje. Nie był to mój dobry dzień. Płakałam wracając metrem i próbowałam ukryć to, jak tylko się dało. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Nie wiem natomiast, czy chciałabym z kimkolwiek wtedy rozmawiać. Chyba czułabym się nieswojo widząc, że wzbudzam żal w pasażerach… 😛

Z drugiej strony taka obca osoba może sobie pomyśleć co jej się żywnie podoba, ponieważ już jej więcej nie zobaczysz. A w najlepszym wypadku możesz zyskać coś wartościowego, np. znajomość czy nawet przyjaźń. Albo chociaż poprawę humoru. Tylko i aż tyle.

Mam wrażenie, że jednak taka osoba chętnie zobaczyłaby chociaż uśmiech na czyjejś twarzy mówiący “nie martw się, znam to uczucie – ono przejdzie”. Nie sądzicie? Może atakowanie pytaniami w stylu “dlaczego płaczesz? co się stało? ktoś zmarł?” jest nie na miejscu, jednak pokazanie wsparcia nawet obcej osobie może jej bardzo pomóc. Nawet nie trzeba nic mówić, jak myślicie? Nawet zwykłe podanie chusteczki może wzbudzić uśmiech.

Czasami widzę w komunikacji, że całkowicie obce sobie osoby zaczynają rozmowę i nie musi ona zacząć się od czegoś konkretnego. Bywają to błahostki z którymi się właśnie zetknęli i komentują między sobą. Może to być milion różnych przyczyn, które umożliwią rozpoczęcie rozmowy. Niektóre osoby potrafią też zwierzyć się z jakiegoś swojego problemu, wiedząc że więcej danej osoby nie spotkają, licząc po prostu na wysłuchanie. Ja uważam, że to jest piękne i warto się czasem odważyć i być otwartym na ludzi. Ja to w sobie zmieniam i myślę, że naprawdę nic nie tracimy próbując, a możemy tylko zyskać. W wielu innych miejscach na Ziemi rozmowa z obcą osobą wydaje się być czymś naturalnym, dlaczego więc by tego nie spróbować? Dlaczego czasami to nadal odrzuca i spogląda się na takie osoby jak na jakieś ufo?

Nie wiem, czy zgadzacie się ze mną, dlatego chciałabym poznać Wasze zdanie na ten temat. Może macie jakieś doświadczenia, może właśnie tak poznaliście kogoś z kim utrzymujecie kontakt do dziś. Może komuś pomogliście rozmową. A może zwyczajnie posłaliście komuś uśmiech, kto go odwzajemnił. Jak się wtedy czuliście? Było warto?

Myślę, że tak. 🙂

Facebooktwitterpinterest

Written by 

Lubię rozmyślać, dużo rozmyślać. I właśnie to tutaj robię - dzielę się z Wami tym, co wymyśliłam i co uważam za ważne. Nie znajdziecie tu taniej rozrywki i głupich obrazków, to nie mój styl. A więcej o nim dowiecie się pozostając ze mną na dłużej i z moimi słowami. Kawa jest bardzo wskazana!