Tysiące maturzystów dziś zasiada w szkolnych ławkach, w wielkich aulach swych liceów, z długopisem (a raczej naręczem długopisów – przynajmniej ja tak miałam, w końcu przezorny zawsze ubezpieczony) i zestresowanym umysłem, czekając na swój egzemplarz arkusza maturalnego. I tak przez najbliższy miesiąc. Wcześniej wybierali przedmioty, które ich w jakimś stopniu interesują i przybliżą do tego, co chcą w życiu robić, co sobie zaplanowali. Z doświadczenia wiem, że nie należy dokonywać tych wyborów ad hoc. W końcu często od tego zależy nasza przyszłość. Chyba, że mamy na nią zupełnie inny pomysł… Właśnie siedzę z kubkiem kawy, maturzyści zasiedli do swych ław, a ja myślę. Pamiętam, gdy ja stresowałam się zbliżającym się egzaminem dojrzałości. Oczywiście najgorsze były egzaminy ustne. Zawsze wychodzę z nich cała mokra, a przed trzęsę się jak osika. Co to będzie na obronach dyplomów… Nawet kiedy jestem pewna wiedzy zgromadzonej przeze mnie w głowie – i tak się stresuję. Chyba taka już moja uroda. Ale chyba nie o tym chciałam, a raczej o… przyszłości. Wybierając swoje przedmioty maturalne wahałam się. Byłam jak najbardziej niestabilny wykres giełdowy. Raz byłam pewna czego chcę, potem zmieniałam zdanie. Chyba po prostu nie wiedziałam czego chcę i oczywiście nikomu czegoś takiego nie życzę, bo można się nieźle przejechać. Czasem lepiej usiąść na spokojnie i przemyśleć parę spraw, zamiast tak bardzo do serca brać sobie opinie innych i od nich uzależniać swe wybory. Mi matura poszła całkiem dobrze. Jednej rzeczy tylko nie rozumiałam. Co z tym polskim? Właśnie dziś podstawowa matura z języka polskiego, a mnie wzięło na wspominki. Był to jedyny egzamin, z którego byłam tak bardzo niezadowolona. A skoro tak się stało, to dlaczego nie postanowiłam jej poprawić? Bo wszyscy szli na studia. Tak, to właśnie moja odpowiedź. Może czułabym się gorsza. Może byłam za mało odważna, by podjąć decyzję o poprawie egzaminu, zamiast wybierać kierunek, który miał wspomóc w dostaniu w przyszłości dobrej pracy. Który miał dać mi pracę – a nie radość. Tak się nazywa błędne myślenie. W czasach liceum mogę powiedzieć, że było to moje drugie, dwuczłonowe imię. Zawsze coś mi się wydawało. A wystarczyło lepiej przemyśleć parę kwestii. Jeśli nie interesuje cię kierunek swoich studiów, to praca cię nie będzie interesować, a i przyszłość nie da zbyt wiele satysfakcji. Chyba, że w porę się odnajdziesz.

photo-1416339276121-ba1dfa199912 Potem człowiek siedzi na tej sali wykładowej i zastanawia się, co tu właściwie robi. Jaki błąd popełnił te parę lat wcześniej. No właśnie… U mnie to podjęcie zbyt pochopnej decyzji. Decyzji, że stawiam na przedmioty ścisłe. Nie to, że dotarło do mnie, że jestem na to za głupia. Po prostu nie daje mi to jednak żadnej radości. Satysfakcja gdzieś umknęła, a pisząc licencjat coraz bardziej to rozumiem. Czasem warto po prostu odpuścić, niż robić coś na siłę. Lub na pożywkę dla innych “bo jak to będzie wyglądało? Wszyscy na studiach, a ja?”. Teraz już wiem, że “a ja” chce spełniać swoje marzenia. A nie myśleć o tym, co ludzie powiedzą. Ale po co ten mój wywód? Z jednej prostej przyczyny. Nie chcę, by ktoś szedł w moje ślady. Wybierał kierunek “bo to przyszłość, dobre pieniądze i polecano mi go”. A pal licho takie rady. To, że ktoś inny się w tym spełnia, nie znaczy że każdy musi. A wręcz przeciwnie. Warto dogłębnie przemyśleć, co tak naprawdę daje nam satysfakcję. Ja to zrozumiałam późno, ale przecież nie ZA późno. Na każdego przychodzi jego pora, ale warto czasem uczyć się też na błędach innych osób. Które już wiedzą jak to jest…

Istnieje w tych czasach tyle opcji, tyle wariantów, że każdy kto pragnie iść na studia znajdzie coś dla siebie. A dla maturzystów jedna rada – jeśli pierwszy raz nie wyszło, ale będziesz uparty i zwizualizujesz sobie swój cel, chcąc dążyć do niego bez względu na przeciwności – wyjdzie za drugim, trzecim, czy piątym razem. Za którymś się uda. Być może nie za pierwszym, ponieważ jeszcze nie jesteś gotowy, ale gdy już będziesz – satysfakcja z sukcesu gwarantowana. Wystarczy tylko chcieć. Matura jest ważna, oczywiście. Ale czasem nie warto dać za wygraną wynikom i wybierać studia od razu, nie próbując zawalczyć o swoją przyszłość. Wiem co mówię. Potem człowiek tylko się męczy, a to dlatego że nie chciał robić sobie przerwy. Odpuszczenie studiów na rok, nie musi wcale oznaczać przerwy. Można wtedy naprawdę solidnie się przygotować, a insynuacje, że tak ciężko po przerwie iść na studia, są wymyślone przez najbardziej leniwe osoby, którym nie zależy na ich przyszłości. Bo jeśli komuś zależy to znajdzie siłę i determinację. I pójdzie. I będzie potem robił fantastyczne rzeczy, te które pragnie. I będzie szczęśliwy. Bo szczęście jest tuż za rogiem, ale dotrzeć tam, pokonując przeszkody, potrafią tylko najbardziej zdeterminowane osoby.  Tego życzę wszystkim tegorocznym i przyszłym maturzystom. Moc z Wami!

Facebooktwitterpinterest

Written by 

Lubię rozmyślać, dużo rozmyślać. I właśnie to tutaj robię - dzielę się z Wami tym, co wymyśliłam i co uważam za ważne. Nie znajdziecie tu taniej rozrywki i głupich obrazków, to nie mój styl. A więcej o nim dowiecie się pozostając ze mną na dłużej i z moimi słowami. Kawa jest bardzo wskazana!