Właśnie siedzę w pociągu. Jadę do pracy. Mimo, że bardzo o tym marzę, nadal nie pracuję w domu, ale to się jeszcze zmieni! Póki co do pracy muszę jeździć. I tak siedzę i myślę – znowu dawno nic nie pisałam. I co? Wpadłam na pomysł. Uwielbiam powolne poranki. Uwielbiam wstać wcześniej, nawet kiedy nie muszę, bo jadę do pracy np. na 12, ale kocham mieć rano trochę czasu dla siebie i powoli zacząć dzień. Bez pośpiechu.

I jak wygląda taki poranek? Bardzo prosto! Budzę się, niestety ostatnio mam małe problemy ze wstawaniem więc chwilę to zajmuje zanim wstanę, ale po chwili stawiam stopy na podłodze i idę się myć, żeby się szybko rozbudzić do końca. Potem wracam i ścielę łóżko – nie wyjdę z domu, ani nawet nie zacznę śniadania bez tego elementu. Czuję się wtedy bardzo źle, więc łóżko musi być praktycznie od razu ogarnięte. Ubieram się i biorę za śniadanie do którego zawsze muszę mieć gorącą herbatę! Nie wiem czy to jakoś strasznie źle, ale jem je nadrabiając medialne zaległości. 😛 Mam tutaj na myśli Facebooka, Instagram i oczywiście YouTuba. Dodatkowo na Fejsie zawsze znajdę jakiś ciekawy artykuł, a potem jeszcze parę innych. Lubię rano też czytać artykuły po angielsku – od rana zmuszają mój mózg do większej pracy i wysiłku, a i są bardzo pożyteczne w nauce i szlifowaniu języka. Czasem też sięgam po ulubione gazety. Ostatnio polubiłam Travellera – super zdjęcia i bardzo inspirujące artykuły – od razu człowiek ma ochotę ruszyć tyłek z miejsca i pojechać na eksplorację pięknych miejsc.

Do tego ostatniego punktu uwielbiam przygotować poranną kawę. Dzień bez kawy to po prostu dzień bez kawy – czasami się tak nie da i człowiek po prostu musi. Tak więc biorę moją kawiarkę, wlewam wody, nasypuję kawy i czekam na swój boski, gorący napój, do którego lubię też spienić mleko i pić taką w pięknych kubkach. Koniecznie białych. Chyba mam fetysz na punkcie tego koloru. Jeszcze nie umiem zrobić wzorków ze spienionego mleka, ale obiecałam sobie, że się nauczę. 🙂 Potem jest chwila na wygłaskanie psa – mimo że robię to często, to mam wrażenie, że ten pieszczoch jest nadal niedopieszczony. No więc drapię go za uchem i patrzę jaki jest zadowolony. Niestety za chwilę muszę wyjść. Ale to dobrze. Mimo tej codziennej porannej rutyny, po wyjściu z domu zawsze można doświadczyć czegoś ciekawego. Czegoś nowego.

Wiem co mówię – właśnie jadę metrem, jak codzień wsiadam do wagonu tego co zwykle. Ale jednak dzieje się coś niezwykłego, nie jest tak jak codziennie. Jest pani, która do kamery mówi o tym, że to jak odbieramy świat i jaki mamy humor i nastawienie do otoczenia codziennie zależy od nas samych. Są ludzie w okół, którzy się uśmiechają, po wszystkim śpiewają “chodź, pomaluj mój świat”. Jest wesoło, jak nigdy w metrze. Jest fajnie, bo takie rzeczy łączą ludzi, jest przyjemnie bo w końcu człowiek ma powód, żeby się w tym metrze uśmiechać i nie wyjść na głupka. Jest inaczej. Lepiej.

I tak rutyna zamienia się w coś zaskakującego, innego. Nie zawsze musi być tak samo, bo czasem jeden element, nawet bardzo mały może zmienić wszystko, cały nasz dzień. Codziennie jeździsz do pracy i doświadczasz tylko ponurej pogody, a tego jednego dnia wyjdzie słońce. Bo zawsze w końcu wychodzi. I wiesz co należy wtedy zrobić? Uśmiechnąć się. Bo to na pewno będzie dobry dzień.

Facebooktwitterpinterest

Written by 

Lubię rozmyślać, dużo rozmyślać. I właśnie to tutaj robię - dzielę się z Wami tym, co wymyśliłam i co uważam za ważne. Nie znajdziecie tu taniej rozrywki i głupich obrazków, to nie mój styl. A więcej o nim dowiecie się pozostając ze mną na dłużej i z moimi słowami. Kawa jest bardzo wskazana!