No pięknie. Deszcz, szaro, buro i ponuro. Taki widok miałam za oknem, gdy się obudziłam po pierwszej nocy spędzonej w swoim łóżku po powrocie. Trochę dziwnie człowiek się czuje, kiedy dopiero co wrócił z miejsca o śródziemnomorskim klimacie. Gdzie bez klimatyzacji nie dało się spać, a słońce roztapiało wszystko i wszystkich na swej drodze już o godzinie 8 rano. Gdzie spacer boso po piasku graniczył z cudem – chyba, że już po zmroku, i gdzie czekoladową opaleniznę można uzyskać już pierwszego dnia. A tutaj co? Tak nas przywitano? Od razu jesień? No dobra, trochę przesadzam, ale temperatury są już zdecydowanie niższe…

Pewnie zapytacie dlaczego Turcja? W sumie nie było żadnego wielkiego powodu, oprócz terminu. Czailiśmy się na last minute, tak więc wybór był dosyć ograniczony. Ograniczyliśmy go sobie również konkretnym budżetem, jaki chcieliśmy na samą wycieczkę przeznaczyć. I tak padło na Riwierę Turecką. Wszyscy zastanawiali się, czy się nie boję… Ciągle ta gorąca sprawa uchodźców i granica z Syrią. Jeśli mam być szczera to nie, nie bałam się, ponieważ wiedziałam, że mnóstwo ludzi tam jeździ – również z Polski. Zresztą co takiego mogło się stać? Wychodząc z domu mogę równie dobrze zostać potrącona przez samochód. A i okazało się, że na miejscu było dużo policji i żandarmerii… Turcja to ma tego wojska…

Co, gdzie i jak?

Najpierw trochę Wam poopowiadam o samej wycieczce. Moją organizowało biuro TUI. Jeśli ktoś się zastanawia, czy wyjechać gdzieś właśnie z tym biurem, ciocia Kasia mówi – NIE WAHAJ SIĘ. Organizacja była naprawdę genialna i profesjonalna od początku. Gdy już na miejscu dowiedzieliśmy się o upadku biura Alfa Star, trochę nas to dotknęło, ponieważ jeszcze 8 miesięcy temu byliśmy z tym biurem na Teneryfie. I nie mogłam powiedzieć, żeby było to biuro godne polecenia. Porównując te dwa – niebo, a ziemia. Naprawdę.

Riwiera Turecka, czyli tam gdzie zawitaliśmy, to południowo zachodnia część Turcji – usiana turystami. Skupia w sobie kilka bardzo znanych i chętnie wybieranych na cel podróży miast. Naszym celem była Alanya. Tak naprawdę minusem całej wycieczki był mega długi transfer z lotniska z Antalyi – całe 2 godziny, co o 12 w nocy było nie lada męczące. Warto tu zaznaczyć, że tamtejsi kierowcy jeżdżą jak szaleni, ale również i zatrzymują się kiedy chcą, np. wtedy gdy są głodni i muszą coś zjeść. A Ty czekasz…

No cóż, przejdźmy dalej. Hotel, który wybraliśmy nie był jakiś luksusowy (ale za to miał piękną restaurację na 7 piętrze z widokiem na morze oraz góry – bajka!), ale i tak większość czasu spędzaliśmy poza naszym pokojem, tak naprawdę wracaliśmy do niego jedynie na prysznic, przebranie się i sen. Resztę czasu spędzaliśmy na zwiedzaniu miasta, leżeniu na plaży i nad basenem i oczywiście kąpielach. Z moim partnerem jesteśmy takimi osobami, które jednak wolą coś oglądać, zwiedzać, poznawać nowe rzeczy i miejsca, więc nie pojechaliśmy typowo dla wypoczynku, ale jego elementy również gdzieś tam się wkradały – w końcu to były wakacje. 😉 Oczywiście rozumiem osoby, które jadą, by leżeć na plaży – my jednak do nich nie należymy.

Co widzieliśmy i czy było warto?

Generalnie cała Turcja jest warta zobaczenia i słynie z naprawdę zachwycających miejsc i przepięknych widoków. Sama Alanya jest miejscem bardzo atrakcyjnym turystycznie – długie plaże, w tym plaża Kleopatry, bazary, na których w końcu możemy się potargować, bo w Polsce niestety ten rytuał już zanika (znacie targ na którym można się jeszcze potargować? Przecież one właśnie z tego słynęły!) oraz pyszne jedzenie i oczywiście rodzime kebaby! Co krok można tam spotkać rzesze turystów, w tym Polaków. Jest nas tam mnóstwo! Już nawet na bazarach sprzedawcy na jako jedne z pierwszych przywitań krzyczą “Dzień dobry!”. Jeden chwalił nam się znajomością polskich polityków. 😉 Ciekawe tylko, że dla niego prezydent Duda był kobietą… I do tego “very beautiful”… 😉

Wybraliśmy się także na wycieczkę całodniową do Pamukkale. Jest to miejsce położone niedaleko miasta Denizli. Z tym miastem wiąże się bardzo fajna historia, a mianowicie pochodzą stamtąd koguty słynące z głośnego i długiego piania. Kogut jest symbolem tego miasta ze względu na to, że uratował je przed najazdem – a raczej zbudził wszystkich mieszkańców, dzięki czemu mieli czas na odparcie ataku. Polska pani przewodnik opowiadała nam o historii Anatolii oraz różnych interesujących rzeczach z nią związanych, ale o tym mowa później. 😉

Pamukkale, czyli tak zwana bawełniana twierdza, to białe, wapienne trawertyny, niestety już znacząco zniszczone przez turystów. Trawertynami nazywano osady wapienne, z których właśnie powstało to chronione przez UNESCO miejsce (od 1988 r. znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO). Chodzą też słuchy, iż ma ono być w przyszłości (nie wiem czy niedalekiej…) zamknięte dla turystów, z powodów o których wspomniałam wcześniej – są już one w coraz gorszym stanie i nic dziwnego skoro są jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów miejsc. Chcąc zanurzyć się w wodach Pamukkale, mających właściwości zdrowotne, należy najpierw przejść przez antyczne miasto uzdrowiskowe – Hierapolis.

DSCN4249

DSCN4240

DSCN4221

DSCN4182

Bilet wstępu kosztuje 32 TL, czyli około 48 zł. Dodatkowo jeżeli ktoś chciałby wykąpać się w basenie Kleopatry, niezwykle klimatycznym, porośniętym bujną roślinnością, o przyjemnie ciepłej wodzie – musi dopłacić kolejne 32 TL, co moim zdaniem warto zrobić. 😉 Ludzi jest tam naprawdę dużo, na trawertynach jak i w basenie Kleopatry można nawet pokusić się o słowo “tłum”. Jednak nie dziwota – są to mega atrakcje turystyczne, których w Turcji nie mało. Chociaż dla mnie czymś co zapierało tam dech w piersiach był antyczny teatr rzymski, zachowany w niezwykle dobrym stanie do dzisiaj.

DSCN4275

Będąc w Turcji należy koniecznie, KONIECZNIE, wybrać się na bazar. Po pierwsze, można kupić tanie i fajne pamiątki, ja tym sposobem dorwałam genialny zestaw do parzenia ich przepysznego çay’u (tradycyjna turecka herbata, dosyć mocna, podawana w wąskich i małych szklankach, dla dłuższego zachowania właściwej dla nich do picia temperatury)! Po drugie, jest to fajne doświadczenie i można zobaczyć jak to w ich zwyczaju “nagania” się klientów do sklepów i namawia do kupienia właśnie ich produktów. Co ciekawe w każdym sklepiku, jeżeli będziecie tam w godzinach porannych, dowiecie się, że jesteście pierwszymi klientami i dlatego mają SPECJALNIE dla Was “special price” . 😉 W Polsce nie ma czegoś takiego, to naprawdę trzeba zobaczyć. Wszyscy tam są ich kolegami, ale uważajcie. Jeżeli krzyczą do mężczyzny Jarek, to niekoniecznie dlatego, że myślą że tak ma na imię… Jarek po turecku oznacza męską, intymną część ciała określoną w dość wulgarny sposób, czyli słowem na k… Dodatkowo pod turystów uczą się najważniejszych zwrotów w ich językach i często potrafią rozpoznać skąd jesteście. 😉 Choć czasami mylą Polaków z Rosjanami…

DSCN4298

DSCN4307

Warto też pamiętać o tym, że słońce w Turcji nie opala a pali. Należy uzbroić się w naręcze kremów do opalania z odpowiednim dla nas filtrem – bez nich można zrobić sobie sporą krzywdę!

DSCN4393

Ciekawostki

Najwięcej o samej Turcji dowiedzieliśmy się od polskiej Pani przewodnik, która w niezwykle ciekawy sposób, podczas 6-godzinnej jazdy do Pamukkale między wielkimi Taurusami, opowiadała nam o tych fascynujących miejscach. Lubię słuchać opowieści ludzi, których faktycznie interesuje to, o czym mówią i znają się na tym. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że tureckie kobiety zawsze, o każdej porze dnia i nocy, przygotowane są na przyjęcie gości. Można do nich zawitać w środku nocy, a na stół wyjadą największe smakołyki i oczywiście obowiązkowo çay. Jest on parzony przez cały dzień, na okrągło gotowy do spożycia, a piją go nawet do 30 szklanek dziennie. A jest to naprawdę mocna herbata i szczerze, to nie zauważyłam, by pili kawę po turecku… Może bardziej w porze jesiennej wyjeżdża ona na stół. 😉 Nawiasem mówiąc, warto patrzeć na ceny rano i wieczorem, ponieważ zdarza się, że rano ceny są normalne i podawane w TL, a wieczorem jest ta sama cena, z tymże już w euro! Tak więc uważajcie. 😉

886005_1225364390824433_2706229357351364169_o

Ile w Polsce jedliście rodzajów kebabów? Ja szczerze mówiąc nie potrafię wymienić więcej niż na palcach jednej ręki. A wiecie ile jest ich w Turcji? Aż 200 rodzajów! I tak mamy na przykład Adana kebab, czyli pikantne mięso baranie nadziewane na patyczki i pieczone, podawane często z grillowanymi warzywami. Jego łagodnym odpowiednikiem jest Urfa kebab. Oczywiście jest też popularny Döner kebab, a także Şiş kebab w formie szaszłyków itp., itd. – wymieniać można caaały dzień. Koniecznie trzeba też spróbować baklawy będąc w Turcji. To ich tradycyjny deser – ciastka z różnymi orzechami, które dosłownie ociekają słodyczą. Jak dla mnie wystarcza jeden kawałek, by się zasłodzić…

10272580_1225364797491059_7120624046520797637_oJak widać – brak tony surówek. 😉

A wiedzieliście, że Św. Mikołaj pochodził właśnie z Turcji? Urodził się w 270 r. w Patarze w bogatej rodzinie, a swój majątek rozdawał biednym. Pewnie stąd te prezenty od Mikołaja. 😉

Będąc w Turcji warto mieć zawsze kilka tamtejszych lir na napiwki, z których tak naprawdę tam żyją. Pracują głównie przez pól roku w sezonie od maja do października (kelnerów w hotelach widuje się codziennie tych samych, właśnie z tego powodu), a potem czekają do następnego utrzymując się z tego, co udało im się zarobić wcześniej lub wyjeżdżają gdzieś indziej za pracą. A życie nie jest tam wcale tańsze niż u nas.

Nie przestraszcie się również, gdy o świcie obudzi Was ezan – wezwanie do modlitwy głoszone przez muezina, wydobywające się z minaretów 5 razy dziennie. Pierwsze odbywa się właśnie o wschodzie słońca, a ostatnie o zachodzie. Warto tego posłuchać. Trwają po minucie.

A no i pamiętajcie, że nie wolno tam pić wody z kranu! A ta butelkowana smakuje niestety dużo gorzej od naszej. Ja dzięki temu polubiłam smak wód butelkowanych w Polsce. Dodatkowo należy też uważać na przejściach dla pieszych bez świateł – raczej nikt tam Was nie przepuści, a jeżdżą dosyć szybko, więc zwyczajnie – rozglądajcie się i bądźcie ostrożni w przeprawach na drugą stronę ulicy! W porównaniu z Polską mogę śmiało stwierdzić, że u nas naprawdę pieszych się przepuszcza.

DSCN3826

Ja planuję powrót, jeszcze tyle tam jest do zobaczenia! W tym koniecznie Istanbul, czyli dawny Konstantynopol – największe i najludniejsze miasto Turcji. 🙂 A może ktoś już z Was tam był? Jak wrażenia? 🙂

Co według Was warto jeszcze zobaczyć w Turcji?

PS. Na pewno nie napisałam wszystkiego, ale post i tak już jest długi, jeżeli macie jakieś pytania – piszcie!

Facebooktwitterpinterest

Written by 

Lubię rozmyślać, dużo rozmyślać. I właśnie to tutaj robię - dzielę się z Wami tym, co wymyśliłam i co uważam za ważne. Nie znajdziecie tu taniej rozrywki i głupich obrazków, to nie mój styl. A więcej o nim dowiecie się pozostając ze mną na dłużej i z moimi słowami. Kawa jest bardzo wskazana!