Macie czasami takie dni, kiedy jesteście z siebie tak dumni, że nareszcie coś doprowadziliście do końca, że chyba nikt nie jest w stanie Wam odebrać tej radości? Dziś i ja o tym napiszę. Coś o sobie. Tak po prostu, bo rozpiera mnie zadowolenie i szczęście, że w końcu mam za sobą pewien etap, którego nie za bardzo lubiłam, ale postawiłam sobie za cel go dopełnić. Szło jak krew z nosa (no chyba, że masz do tego tendencję) i wiele razy chciałam się poddać. Słysząc wiele pytań gdzieś z tyłu głowy, próbowałam zmierzyć się z tym, co tak naprawdę nie dawało mi zbyt wiele radości. Jednak patrząc wstecz, mając już to za sobą, jestem z siebie mega dumna. Ot tak – bo mogę. Bo dałam radę.

downloadWiem, że generalnie skończenie studiów licencjackich nie jest jakimś ogromnym wyczynem (chociaż niektórym się to nie udaje… tak tylko mówię). Wiem również, że istnieją dużo trudniejsze kierunki niż finanse oraz dużo bardziej surowi wykładowcy niż moi, którzy chyba obierają sobie za cel nieprzepuszczenie jak największej ilości osób, jaką tylko się da. Chociaż często bywało trudno, to nigdy ponad moje siły. Największym problemem było to, że po prostu to nie było dla mnie. Chciałam wybrać się na studia zaraz po maturze tak jak wszyscy – nie zważając na to, że tak naprawdę nadal nie wiem, co chcę w życiu robić. Popytałam, przeprowadziłam wywiad środowiskowy i uznałam, że ten kierunek na tamten moment będzie dla mnie najlepszy. Na początku faktycznie się tym jarałam, ale może dlatego, że było to coś nowego. Później już było jak na karuzeli, takiej która jest raz na górze, raz na dole. Raz było dobrze i dużo rzeczy mnie interesowało, żebym za chwilę zastanawiała się, co ja w ogóle tam robię. Szczególnie, że widziałam osoby, które naprawdę się tym interesowały, chodziły chętnie na praktyki, czytały podręczniki na własną rękę i udzielały się na zajęciach, bo po prostu wiedziały co powiedzieć i były w tym temacie bardziej pewne siebie. Ja dobrze się uczyłam, ale mimo że wiedziałam, to nie czerpałam z tej nauki takiej przyjemności jaką mogłabym, gdyby mnie to interesowało.

Tak to jest jak zrobi się coś, co niekoniecznie jest dla nas dobre. A można było poczekać i naprawdę poważnie zastanowić się nad tym, co chce się robić… Nie tak ad hoc, a porządnie i szczerze w stosunku do siebie. Ale skoro wszyscy szli na studia, to tylko ja mam nie iść? I znowu to przeświadczenie, że tak ważne jest to, co myślą o mnie inni. Cholernie ważne, prawda? Najważniejsze… Przecież to, co mówią o mnie za moimi plecami, musi być prawdą a wypowiadane przez coraz większą rzeszę osób sprawi, że i ja w to zacznę wierzyć. Tak? Czy nie tak…?

tloZ drugiej strony wszędzie się mówi, że jeżeli coś nam w naszym życiu nie odpowiada to należy się tego pozbyć. I nie żałować. Ja, jak już mówiłam, chciałam zrezygnować naprawdę wiele razy. Najwięcej pod sam koniec. I to nie dlatego, że źle mi szło, bo nie miałam na co narzekać. Jedynie na to, że nie sprawiało mi to radości. Zawiodłam się trochę na swoim własnym wyborze, ale kto powiedział, że jesteśmy nieomylni i każda nasza decyzja musi być poparta wieloletnimi rozważaniami na jej temat. Nie. Tak nie jest. Mamy prawo popełniać błędy. Ja chciałam oczywiście zrezygnować, ale nadal nie miałam innego pomysłu. Nadal nie wiedziałam, gdzie chcę pracować i co konkretnie chcę robić. Więc zostałam i stwierdziłam, że w pewnym momencie to samo przyjdzie. I dowiem się w końcu do czego się nadaję.

Dziś mam już kilka pomysłów, ale jestem naprawdę szczęśliwa, że tamten etap zakończyłam i pokazałam sobie, że jestem na tyle silna i zdeterminowana, że mogę sobie nawet poradzić z trudnym dla siebie zadaniem. Nauczyłam się dwóch rzeczy: to normalne, że popełniamy błędy, ale nie warto ślepo podążać za tłumem (wszyscy idą na studia od razu po maturze, to i ja muszę!) oraz tego, że poradzę sobie nawet wtedy, kiedy będzie bardzo trudno, a ja w głowie będę miała co dziesięć minut dzwonek nawołujący do poddania się i mnóstwo głosów w głowie, że nie warto się tak zamęczać. Jasne, że nie musiałam. Człowiek nigdy nie musi zadręczać się po to, żeby coś zakończyć. Ale ja chciałam coś sobie udowodnić. Dowiedzieć się, czy podołam. Czy naprawdę jestem taka zaradna, jak mówili wszyscy w około? Czy uda się zakończyć je pomyślnie, skoro musiałam jednocześnie na nie zarabiać? Dlaczego nie? Granice budujemy sobie sami, we własnych głowach. Tak naprawdę możemy o wiele więcej.

Teraz wiem, że sobie poradzę. Mimo tego, że jeszcze nie raz będzie mi ciężko. Dobrze o tym wiem. Mimo tego, że nie zawsze będzie łatwo i przyjemnie, jak wtedy kiedy puszczamy gaz i samochód z górki jedzie sam. Nic nie musimy więcej robić. W życiu tak nie ma. Bardzo chciałam się czegoś o sobie dowiedzieć. I teraz wiem.

Wiem, że sobie poradzę.

I nikt nie musi mnie prowadzić za rączkę.

RONyPwknRQOO3ag4xf3R_Kinsey

Facebooktwitterpinterest

Written by 

Lubię rozmyślać, dużo rozmyślać. I właśnie to tutaj robię - dzielę się z Wami tym, co wymyśliłam i co uważam za ważne. Nie znajdziecie tu taniej rozrywki i głupich obrazków, to nie mój styl. A więcej o nim dowiecie się pozostając ze mną na dłużej i z moimi słowami. Kawa jest bardzo wskazana!