Zakupoholizm w moim wydaniu

Ostatnio chodziłam sobie po sklepach, szukałam konkretnych rzeczy, a zamiast tego kupiłam parę innych… Nie planowałam, ale wpadło mi w oko, no i tak jakoś wyszło… Na czym to polega? Dlaczego, dlaczego pytam, tak często ulegamy słabościom (pewnie najczęściej dotyczy to kobiet) i nie kontrolujemy wydatków? Ci wszyscy zabiegani ludzie, lawirujący pomiędzy wieszakami jak zombie, śliniący się za świeżą ofiarą. Oczywiście najbardziej jest to widoczne podczas wyprzedaży. No wtedy to już mamy do czynienia z istną apokalipsą, w środku której lepiej dla nas abyśmy się nie znaleźli.

photo-1416339698674-4f118dd3388b

Czasami wolę trzymać się z daleka od jakichkolwiek sklepów i jeśli przeczuwam, że mogę wydać za dużo – po prostu nie wychodzę z domu. Na zakupy wybieram się bardzo rzadko, zwykle planuje sobie swój zakupowy dzień. A ponieważ wiem jak on będzie wyglądał to staram się go planować jak najrzadziej. Bo nie tylko moje sumienie po tym cierpi, ale portfel także. Jak żyć pani premier? Jak żyć?

Jak się powstrzymać?!

Ja wiem, kwestia silnej woli i tak dalej…

A co jeśli komuś w pewnych sytuacjach jej brakuje? Bywa, że po prostu nie potrafię się opanować, gdy widzę przepiękną sukienkę jak na mnie szytą (a to bardzo ciężka sprawa takową znaleźć). Tym bardziej, gdy ma mój ukochany kwiatowy motyw! A już na pewno nie przejdę obojętnie obok bluzki z pozytywnym cytatem – wtedy nie waham się ani chwili i jeśli leży dobrze – biorę!

Jak powstrzymać się, kiedy widzę tak bardzo wyszukiwany przeze mnie kolor lakieru do paznokci (dziś kupiłam dwa), zaprzątający moje myśli od miesięcy.

Jak, no pytam JAK, schować portfel w czeluści torby i o nim zapomnieć, kiedy przechodzę w sklepie obok lodówki z LODAMI? Błagam… Nie da się. Szczególnie jeśli jest to sorbet malinowy. Na dobre jedzenie też lubię wydawać, ale myślę że to nie jest taki zły nawyk.

Lubię też kupować torebki…

Może jednak faktycznie mam większy problem niż myślałam…? Dobrze, że chociaż mój ukochany nie ma o to do mnie pretensji. I wie, że czasem cieszę się bardziej, gdy kupi mi coś dobrego do jedzenia, niż na przykład kwiatka.

Jeśli mowa o zakupoholizmie to nie mogę nie wspomnieć również o moim fetyszu dotyczącym… książek. Razem z mamą kupujemy mnóstwo książek i mamy ich na pęczki. A najwięcej tych dotyczących motywacji i rozwoju osobistego. Ten dział literatury zawsze był naszą słabością i niezmiernie trudno nam z nią walczyć. Więc obie sobie darowałyśmy, skoro kupujemy książki naprawdę tego warte. Czasem tylko czasu brakuje, by je wszystkie przeczytać, a nad tym ubolewam najbardziej.

2015_04_Life-of-Pix-free-stock-old-books-wooden-shelves-leeroy

Gdy znajduję się w jednym z moich ulubionych sklepów, to tak jakby świat przestał dla mnie istnieć. Wszystko zwalnia, a ja dostaję oczopląsu. Na szczęście mam ich tylko garstkę, więc nie biegam po sklepach cały dzień. Bez przesady, też mam swój poziom tolerancji i zastanawiam się jakim wytrwałym trzeba być, by wytrzymać taki całodniowy maraton. Podziwiam! No więc świat przestaje dla mnie istnieć, a ja chodzę i szukam sama czasem nie wiem czego. Ale zwykle znajduje coś, bez czego nie potrafię wyjść. I biję się z myślami, czy mi to potrzebne, czy praktyczne, czy dobra cena, czy ogólnie warto. Staram się nie tracić głowy w tym szaleństwie i jeśli coś kosztuje fortunę i akurat nie mogę sobie na to pozwolić to odpuszczam.

Co mi dają zakupy?

Poprawiają mi samopoczucie. Czuję się nieziemsko fajnie, gdy zakładam swój nowy ciuch i wyglądam w nim dobrze lub kiedy mogę poczytać w łóżku nową książkę przy nowej świeczce (to mój kolejny fetysz – kocham świeczki!). Zakupy czasem pozwalają mi oderwać się od tego wszystkiego i po prostu zająć na chwilę sobą. Chociaż nie bądźmy egoistami, te zakupy podczas których szukam prezentów dla najbliższych też uwielbiam. W końcu większą satysfakcję ma się z dawania!

Staram się także wyszukiwać wszelkie promocje dostępne akurat w sklepach. I tak, na zakupy kosmetyczne czekam do momentu, w którym rzecz która mnie interesuje jest w promocji. Zapisuję się do newsletterów różnych sieci dzięki czemu wiem, jaką mają aktualnie ofertę. Mam kartę mojej ukochanej IKEA, dzięki której jestem systematycznie powiadamiana poprzez sms o trwających promocjach. Tak więc można również być zakupoholikiem, ale mieć głowę na karku i nie wydawać bez sensu pieniędzy! Co mnie jednak zastanawia to fakt, że niektórzy widząc promocję na daną rzecz, wezmą ją mimo iż jej nie potrzebują, a tylko z powodu jej niższej niż zwykle ceny. To już jak dla mnie przesada.

A kiedy naprawdę bardzo waham się nad dokonaniem pewnego zakupu, staram się go odwlec. Nie wyciągam od razu pieniędzy kiedy nie jestem czegoś pewna. Wolę się z tym zwyczajnie przespać i dać sobie chwilę na zastanowienie. Bo gdybym czegoś bardzo potrzebowała lub pragnęła, to nie sądzę bym się tak rozwodziła nad kupnem. Warto sobie czasem dać chwilę na ochłonięcie. U mnie działa – zazwyczaj dochodzę do wniosku, że był to napływ emocji, którym należało dać opaść, bym zrozumiała że nie jest mi to niezbędne do szczęścia.

A Wy też macie w sobie coś z zakupoholika? Co najchętniej kupujecie i dlaczego? 🙂 Czekam na Wasze komentarze, a tymczasem dobranoc! Pewnie przyśni mi się dziś wielkie centrum handlowe…

jycfkh

Facebooktwitterpinterest

Written by 

Lubię rozmyślać, dużo rozmyślać. I właśnie to tutaj robię - dzielę się z Wami tym, co wymyśliłam i co uważam za ważne. Nie znajdziecie tu taniej rozrywki i głupich obrazków, to nie mój styl. A więcej o nim dowiecie się pozostając ze mną na dłużej i z moimi słowami. Kawa jest bardzo wskazana!